Giuseppe Tornatore, tak - ten od "Cinema Paradiso" - zrobił dwa lata temu nostalgiczny film o miasteczku sycylijskim: "Baaria". Nie zabrakło elementu kluczowego, bez ktorego caly film byłby dla mnie nudną przydługą opowieścią z niegłupim zakończeniem. ...taśmy filmowe. Jeden z bohaterów zamiast zbierać obrazki, naklejki z samochodami, czyli to, co chłopcy w szkole zazwyczaj zbierają, kolekcjonuje kawałki filmów! Po dwóch-trzech klatkach jest w stanie odgadnąć z jakiego filmu one pochodzą. Genialne! Ok, film był niezły - świetne zdjęcia, pełne zachodzącego słońca, kurzu i rozgrzanej ziemi. Historia ciągnęła się jak saga rodzinna w jakims tasiemcu (film trwa 145 minut), ale miała swój urok - i rodzina, i historia. I zakończenie - było trochę jak przebudzenie: oglądamy, przysypiamy, niczego już sie nie spodziewamy, a na koniec glówny bohater budzi się z drzemki/letargu, a my razem z nim :). Lekko nostalgiczno-kołysankowa muzyka Ennio Morricone podtrzymywała tylko ten stan.
***
i jeszcze jedna sytuacja - ostatnio po centrum warszawy, konkretnie rog swietokrzyskiej i marszalkowskiej kraza mlodzi panowie probujac sprzedac podreczniki. pytaja wszystkich, podchodza i do mnie:
- jakies podreczniki potrzebne? - pyta mlodzieniec wysuwajac w moja strone jakas zolta karteczke, pewnie z adresem ksiegarni z tymiz podrecznikami.
- skonczylam edukacje - mowie, on zawiedziony, ja nie.
mysle sobie, jaki on chcialby mi podrecznik sprzedac skoro nie wygladam na uczennice, i na matke uczniow tez nie. Bo podrecznika pt. "jak zyc?" zapewne nie ma...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz