Marek Kamiński - od chłopaka małego usiedzieć nie może, jeździ, chodzi, maszeruje, ciągnie sanki, w buszu, po śniegach, lodach, chodzi po topniejęcym lodzie na wiosną rozgrzewanym jeziorze. I robi na mnie niezmniennie ogromne wrażenie. Jak pisze w książce "Moje bieguny" - najwięcej podróży udało mu się przeżyć w dzieciństwie, potem miejsca zaczęły być podobne do siebie i niczego nowego nie można było poznać. "Zobaczyłem, że nie warto szukać w życiu łatwych dróg, bo nigdzie nas one nie zaprowadzą - a życie jest zbyt krótkie żeby uczyć się na błędach".
Najbardziej podoba mi się jednak ten fragment (a niewiele zdążyłam przeczytać) o wyskoczeniu z pociągu na rozbicie nosa i kolan. I co? I śladu najmniejszego po potłuczeniach już dawno nie ma :)
Ale jak poznać skalę trudności drogi? Kiedy kończy się łatwa, a zaczyna trudność i od czego to zależy?
I po co wybierać i szukać tej trudnej, skoro można iść na wprost?
Ale - tak czy inaczej - szukając czy znajdując - można się takich książek naczytać na pęczki, a i tak to niewiele daje, bo jak się nie ma siły w sobie to można co najwyżej sobie niepotrzebnie ciśnienie podnosić i robić apetyt na coś, co i tak nie będzie nawet w zasięgu naszych marzeń.

