niedziela, 30 grudnia 2012

poza tym

poza tym filmy oczywiście:

1. "Supermarket" reż. Maciej Żak. Niezły, nawet bardzo niezły. Mikołaj Roznerski się wyrabia. Marian Dziędziel i Przemysław Bluszcz - klasa.
2. "Take this waltz" - bez szału
3. "Frankenweenie" reż. Tim Burton - świetny. Postaci wchodzą pod powieki, a muzyka gra w uszach.
4. "Hobbit" reż. Peter Jackson - bajka, i tyle. Ale dobrze spędzony czas.
5. "Piąta pora roku" reż. Jerzy Domaradzki - hmm, nie.

6. serial "Homeland" - buty spadły i potoczyły się w niewiadomym kierunku. Felt in love.

7. książka Doroty Małowskiej "Kochanie, zabiłem nasze koty" - ok.
8. "Sklepy cynamonowe" Brunona Schultza - zdecydowanie lepiej.

9. montaż pana Stanisława - ciężko, ale idzie.

... zdjęcie zrobione w Łodzi - nie pamiętam nazwy miejsca. knajpa. a to lampa.

"Pragnienie miłości" reż. Michel Franco

film niesamowity - piękna nastolatka z burzą kręconych długich włosów, młodzieńcza zabawa i fascynacja, i brutalne zderzenie z rzeczywistością. Sposób pokazania, jak Alejandra bierną postawą wybudowała mur między sobą a światem, jak nie dopuszczała do siebie okrucieństwa dręczących ją kolegów. Po śmierci mamy prawdopodobnie zaczęła się zamykać w sobie, uciekać przed bólem. To, co ją spotkało, i spotykało codziennie, łamało po kawałku, chociaż nie chciała tego okazać, nie chciała dopuścić do siebie takiej myśli.
Zdjęcia długie, pierwszych kilka minut filmu w jednym ujęciu zza zagłówka kierowcy. Zdjęcia pływających w nocy kolegów Alejandry i jej uciekającej w otchłań czarnych fal - rewelacyjne. Groza. Kamera jej szuka w ciemności, męczy sama próba wypatrzednia czegoś w tym zdjeciu, gdzie ekspozycja jest na poziomie 10 procent. Inne - kiedy koledzy wmuszają w A. tort urodzinowy ze skladników wątpliwego smaku. W jednym ujęciu, świetne! I jeszcze mocniejsze - pokój w hotelu, szeroki plan, widać całą jedną część pomieszczenia, punkt centralny - drzwi od łazienki zastawione komodą z lustrem. Za drzwiami zamknięta Alejandra. W pokoju impreza - ktoś się obmacuje na jednym łóżku, na innym rozpracowywana jest butelka w grupie. Dalej - ktoś pisze smsa. Nagle ktoś wstaje i idzie do łazienki, odsuwa komodę, zamyka za sobą drzwi. Wstrzymanie oddechu. Półtorej minuty, wychodzi, jakby nigdy nic, siada - rozmowa, butelka. Wchodzi kolejny chłopak. Dopiero wtedy zmiania planu. To ujęcie trwa może 6 minut i wbija w fotel. Naprawdę dobry film. Choć smutny, beznadziejnie bolesny, okrutny, to warto zobaczyć.
 
 

niedziela, 9 grudnia 2012

inspiracja

Stanisław Kołba - lat 70.  Z zawodu spawacz. Na emeryturze. Mieszka w Łodzi. Z 27-letnim synem i jego rodziną. Postać niezwykła w swej zwyczajności.
 
Niezbyt rozmowny - najczęściej powtarzane zwroty to "nie chcę o tym mówić" albo "kiedy mogę pójść do domu?". Najchętniej zarzuciłby skórzaną brązową kurtkę na plecy i po prostu wyszedł. Ale zobowiązał się, zapłacili mu, podpisał umowę więc siedzi i pokornie daje się prowadzic studentom, odpowiada na pytania najróżniejsze - od tych generalnych, co sądzi o kościele, po bardzo intymne, dlaczego przez pięć lat nikt mu nie powiedział, że jego syn nie żyje.
Ta rozmowa daje poczucie (być może), że każdy ma swoją niezwykłą historię, którą tylko trzeba umieć wydobyć, że do każdego (być może) można znaleźć klucz. (Na pewno) że każdego trzeba traktować z najwyższym wyczuciem i czytać sygnały, które wysyła jej ciało, głos, oczy.
Oczy pana Stanisława są niezwykłe - błękitne, wąskie, małe i głęboko osadzone jak oczy dziadka Bolka, żywe, pełne energii. Oczy pana Stanisława są otwarte na kontakt.
 

 

środa, 5 grudnia 2012

moja Praga

Praga mnie zaskakuje, wabi, ciągnie mnie do niej. Mimo, że boli i rozrywa serce chwilami. Zrobiłam mnóstwo zdjęć dzieci, kilka samej Pragi, żadne nie oddaje tego, co zagnieździło się na dnie duszy. I już tam chyba będzie.

wtorek, 4 grudnia 2012

praska scena

siedzimy w świetlicy socjoterapeutycznej - dzieciaki mają próbę do mikołajkowego występu w teatrze, będą rapować piosenki nad którymi pracują od miesiecy. Zaangażowana dwudziestka z praskiej młodzieży. godzina mija, z każdą piosenką śpiewają coraz głośniej. wybija dziewiętnasta - niektóre musza iść do domu, koniec próby. wpada pani blond w opiętym na ośmiomiesięcznej ciąży swetrze. drze się od drzwi wejściowych:
- co wy sobie myślicie, ja nic nie mogę zrobić przez ten hałas, już parę razy chciałam tu wpaść i parę krótkich posłać. powinni was zamknąć, zlikwidować to miejsce. ja już dzwoniłam, ale nikt mnie nie słucha. se te godziny przyjęć tylko wydłużacie. dziecko się uczyć nie może, ja spokojnie z drugim nie mogę poleżeć.  co ty myslisz, że ja nie zbiorę tych podpisów, żeby was stąd wywalić?
zbiorę.
trzaśnięcie drzwiami.
godzina dziewiętnasta, miejsce dla dzieciaków z rodzin patologicznych.  
 
kontekst - brama na ząbkowskiej, może źle oceniam, ale na oko weekend w weekend impreza granicząca z libacją w co drugiej klatce. i nie przeszkadza... ?
Powered By Blogger