siedzimy w świetlicy socjoterapeutycznej - dzieciaki mają próbę do mikołajkowego występu w teatrze, będą rapować piosenki nad którymi pracują od miesiecy. Zaangażowana dwudziestka z praskiej młodzieży. godzina mija, z każdą piosenką śpiewają coraz głośniej. wybija dziewiętnasta - niektóre musza iść do domu, koniec próby. wpada pani blond w opiętym na ośmiomiesięcznej ciąży swetrze. drze się od drzwi wejściowych:
- co wy sobie myślicie, ja nic nie mogę zrobić przez ten hałas, już parę razy chciałam tu wpaść i parę krótkich posłać. powinni was zamknąć, zlikwidować to miejsce. ja już dzwoniłam, ale nikt mnie nie słucha. se te godziny przyjęć tylko wydłużacie. dziecko się uczyć nie może, ja spokojnie z drugim nie mogę poleżeć. co ty myslisz, że ja nie zbiorę tych podpisów, żeby was stąd wywalić?
zbiorę.
zbiorę.
trzaśnięcie drzwiami.
godzina dziewiętnasta, miejsce dla dzieciaków z rodzin patologicznych.
kontekst - brama na ząbkowskiej, może źle oceniam, ale na oko weekend w weekend impreza granicząca z libacją w co drugiej klatce. i nie przeszkadza... ?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz