czwartek, 23 lutego 2012

"Strasznie głośno, niesamowicie blisko"

czyli po angielsku "Extremely loud, incredibly close" Stephena Daldry'ego ("Lektor", "Godziny", "Billy Elliot") - 11-letni Oskar Shell poszukuje zamka, do którego pasowałby klucz znaleziony w szafie taty, który zginął w jednej z wież World Trade Centre 11.września. Klucz ma znaczenie symboliczne, odnalezienie zamka chłopiec traktuje jako misję, którą powierzył mu tata, aby dać mu jakiś znak. To świetnie pokazane rozpracowywanie swoich emocji, traumy. Wydaje się, że chłopiec oślepiony dotarciem do celu i żalem do obcych, którzy odebrali mu ojca, zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością - osaczają go dźwięki, cierpi na bezsenność, jest nadpobudliwy, opryskliwy. Jak mały odkrywca ciągle robi plany, projekty, obliczenia, niby tak jak każdy z nas, ale on działa jak opętany nie zwracając uwagi niemal na nikogo i na nic. Matka spokojnie go obserwuje. Wydaje się, że zsuwa się po równi pochyłej w ciemną otchłań swojej psychiki. A tymczasem to wszystko okazuje się dla niego najskuteczniejszą terapią.
Świetny Thomas Horn, jak zwykle bardzo dobry Tom Hanks, niezła Sandra Bullock - wreszcie wiarygodne, psychologiczne, konsekwentne kino.

środa, 22 lutego 2012

"Spadkobiercy"

film Alexandra Payne'a, z Georgem Clooney'em w roli głównej. Nawet nie chce mi sie pisać o tym filmie, bo mi się po prostu nie podobał. Nie, spocony, zgarbiony Clooney nie zagrał według mnie brawurowo, nie zagrał nawet dobrze. Że można pokazać odchodzenie bliskiej osoby z humorem i lekkością? No można, tylko po co? Że nastolatka może wyrzucać z siebie "fuck" i "shit" z częstotliwością pojawiania się komentarzy pod nową spektakularną akcją Krzysztofa Rutkowskiego? Nie, nie wciągnął mnie ten film. Nie rozbawił. Nie zachwycił.

wtorek, 14 lutego 2012

"Andrzej Wajda. Róbmy zdjęcie"

konstrukcja tego dokumentu dowodzi, że wcale nie musi na koniec wybuchnąć żadna bomba, ani mina, żeby film był ciekawy - jeśli jest dobry bohater, osią akcji nie musi być narastające napięcie i zaskakujący punkt kulminacyjny, a na pzykład chronologia wydarzeń. Oczywiście, chronologia nie musi idealnie odzwierciadlać rzeczywistości. Bo tu na pewno tak nie było. Na początku reżyser się męczy, przeklina, aktorzy nie grają tak jak on chce, wszystko się gubi (łącznie z aktorami), wszystko jest szarpane, także włosy z głowy. Wajda cedzi przez zęby kąśliwe uwagi, przekleństwa, rzuca hasła o niemocy i braku umiejętności. Kompletna klapa. Powoli jednak zarówno praca reżysera nad filmem jak i dokument nabierają rytmu, reżyser coraz częściej się uśmiecha, tu udzieli wywiadu, tam zrobi sobie zdjęcie z młodą aktorką, przez ramię rzuci jakąś życiową mądrość i że reżyserowanie w gruncie rzeczy to fajne zajęcie..., a film oczywiście dalej powstaje. Potem niby mimochodem pod koniec zdjęć powie, że mógłby jeszcze tydzień tak pracować. Ale nie dłużej! Już czujemy że to będzie sukces. A że będzie to wiemy nie z filmu dokumentalnego, tylko z ekranów, jeśli film oglądaliśmy, albo z powszechnego zainteresowania czyli na przykład z mediów, albo - jeśli jesteśmy juz kompletnymi ignorantami - może nam sie obiło o uszy, że film dostał nominację do Oscara. Czyli wszystko przewidywalne. Ale przyjemnie przewidywalne.

niedziela, 12 lutego 2012

"Z daleka widok jest piekny"

Zupelnie nie potrafię się ustosunkować do tego filmu. Surowy obraz, jeszcze surowsza gra aktorów. Brak emocji. Najwięcej emocji pokazuje chora psychicznie matka bohatera Pawła, wokół którego toczy się film. Wioska, gdzieś w Polsce, nie wiadomo jak duża, jak rozłożona, kim są jej mieszkańcy, bo większość z nich poznajemy, kiedy okradają dom Pawła. Pod osłoną nocy, jakby to miało usprawiedliwić czynione zło. Zła jest dużo, o czym ma to świadczyć - że człowiek jest z natury zły i nie każdy doznaje olśnienia na koniec filmu i przechodzi widowiskową przemianę w pozytywnego bohatera? Tak to tłumaczyli twórcy filmu - Wilhelm i Anka Sasnal. Że zło nie musi mieć przyczyny, może po prostu w człowieku być. Niektóre sceny zupełnie ze sobą nie powiązane. Brak budowania relacji do postaci. Widz się z nikim nie utożsamia. To nie zarzuty, taki jest ten film. Troche przypomina mi "Dom Zły" Smarzowskiego.

poniedziałek, 6 lutego 2012

"El premio"

czyli "Nagroda" - argentyński film w reżyserii Pauli Markovitch opowiada o rzeczywistosci lat 70.tych w kraju rzadzonym przez wojskowych. Terror i strach widziany oczami dziewczynki, ktora razem z matka musi sie ukrywac. Ojca nie ma, zniknął, zginął - nie wiadomo, ale to właśnie z jego powodu matka z córką nie mogą zdradzić swojej tożsamości. Losów ojca nie poznamy - jedno słowo które go może określać to "pesymista", ale chyba tutaj nie w znaczeniu cechy charakteru, a raczej negatywnej odpowiedzi na jakieś pytanie. tak mi się wydaje.
zdjęcia Wojciecha Staronia - magiczne, wręcz dokumentalne. Świetnie zagrały dwie dziewczynki, koleżanki ze szkolnej ławki i przyjaciółki "z podwórka" (w tym filmie raczej z plaży).
Powered By Blogger