poza tym pomyślałam sobie, zainspirowana "Wściekłymi psami" Quentina Tarantino, że w podobny sposób moge wykonać ćwiczenie montażowe. Ale niestety nie wiem jak ten film miałby się kończyć, wątek kobiety, która pojawia się w scenach filmowych nie ma zakończenia, a przynajmniej ja nie widzę elementu, który by spajał jej postać w jedną logiczną całość. Jestem pewna, że w niej jest ukryty klucz do całej historii - montaż linearny z tych scen, które mam, wydaje się najnudniejszy na świecie. Ale jak rozgryźć te sceny?
niedziela, 17 lutego 2013
środa, 13 lutego 2013
poniedziałek, 4 lutego 2013
"Nieulotne'
Jacka Borcucha. Piękny film. Nie wiem dlaczego. Moi koledzy dziennikarze wyszli z pokazu znudzeni, zaziewani, szczęśliwi, że się skończył, mówiąc, że to bełkot, bzdura i kino moralnego niepokoju dla hipsterów (powtarzając słowa kolegi, który powtarzał słowa swojego kolegi recenzenta). A ja wyszłam urzeczona bohaterami, zdjęciami, niekonsekwencją przestrzenną, bo niby jakie to ma znaczenie. Kiedy jesteśmy młodzi, rządzą nami emocje, nie ma kalkulowania i pragmatycznego myślenia, czy to daleko, a gdzie to w ogóle jest. Kocham, idę za głosem serca. Taki trochę jest ten film - popychany głosem serca. I od momentu, kiedy Karina rozmawia z Michałem, a my widzimy jedynie kto mówi i reakcje bohaterów przez szybę kawiarni, nie słysząc o czym rozmawiamy, zaczynamy układać swój własny film, próbujemy się domyślać co kto do kogo powiedział, i reżyser podsuwa wskazówki, nawet gotowe odpowiedzi. Ale nie we wszystkich kwestiach - nie w ostatniej.
Zdjęcia mnie urzekły, długie ujęcia, montaż wewnątrzkadrowy, zmiana miejsca i zmiana kolorów, Hiszpania lekko przepalona, pastelowa, Polska bardziej stonowana, jesienna, ale nadal delikatna, oprócz sceny dramatycznej widz czuje się jakby ktoś go muskał piórkiem po karku. Błogość. Beztroska. Zastygły czas. Młodość mogłaby trwać wiecznie. Jacek Borcuch twierdzi, że w jego duszy wciąż jest obecna, mimo, że skończył czterdzieści lat. Bo to nie sprawa wieku, to sprawa emocji. I chyba tego, ile sami damy sobie wolności.
kadr z filmu "Nieulotne" reż. Jacek Borcuch zdj. Michał Englert
niedziela, 3 lutego 2013
"Holy motors"
Leosa Caraxa, którego bez klucza, czyli tekstu w Kinie 01/2013 praktycznie bym nie zrozumiała. Dlatego zamiast opisywać swoje wrażenia, które są wtórne i nijakie, fragmenty dwa tej recenzji:
"W Holy motors, jak w utworze poetyckim, każda sekwencja jest odpowiednikiem frazy, istniejącej samoczynnie, ale tworzącej z pozostalymi scenami-frazami całość metaforyczną. Jeg efektem jest miłosny poemat na temat kina."
"W pierwszej scenie bohater-reżyser (?), grany przez aktora-akrobatę Denisa Lavanta (...), otwierając drzwi do swojego pokoju, wchodzi dosłownie w przestrzeń kina (jest nią... wypełniona wpatrzonymi w ekran ludźmi sala kinowa). Ten filmowy Orfeusz zabiera nas na drugą stronę kinematograficznego lustra, byśmy przyjrzeli się kształtom i dźwiękom - raz brutalnie, raz czule poruszającym struny naszej wrażliwości. Zabiera nas w podróż po królestwie X Muzy pozwalając doświadczyć samej istoty kinematograficznego żywiołu".
Subskrybuj:
Posty (Atom)





