niedziela, 3 lutego 2013

"Holy motors"

Leosa Caraxa, którego bez klucza, czyli tekstu w Kinie 01/2013 praktycznie bym nie zrozumiała. Dlatego zamiast opisywać swoje wrażenia, które są wtórne i nijakie, fragmenty dwa tej recenzji:
 
"W Holy motors, jak w utworze poetyckim, każda sekwencja jest odpowiednikiem frazy, istniejącej samoczynnie, ale tworzącej z pozostalymi scenami-frazami całość metaforyczną. Jeg efektem jest miłosny poemat na temat kina."
 
 
 
"W pierwszej scenie bohater-reżyser (?), grany przez aktora-akrobatę Denisa Lavanta (...), otwierając drzwi do swojego pokoju, wchodzi dosłownie w przestrzeń kina (jest nią... wypełniona wpatrzonymi w ekran ludźmi sala kinowa). Ten filmowy Orfeusz zabiera nas na drugą stronę kinematograficznego lustra, byśmy przyjrzeli się kształtom i dźwiękom - raz brutalnie, raz czule poruszającym struny naszej wrażliwości. Zabiera nas w podróż po królestwie X Muzy pozwalając doświadczyć samej istoty kinematograficznego żywiołu".


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Powered By Blogger