niedziela, 21 kwietnia 2013

Krzysztof Kieślowski

i jego "Autobiografia", od której się po prostu nie można oderwać. I fragment, który już kiedyś gdzieś słyszałam, zawarty w jednym pytaniu, z ust Marcela Łozińskiego "Kim ja jestem?". :
"Zawsze namawiam młodych kolegów, których uczę pisania scenariuszy czy reżyserowania, żeby spróbowali przyjrzeć się swemu życiu naprawdę. (..) Radzę im, aby spróbowali zastanowić się  nad tym, co stało się w ich życiu ważnego, co spowodowało, że siedzą teraz, tutaj, na tym krześle, w tym dniu, w otoczeniu tych ludzi, którzy tutaj są. Co się stało? Co doprowadziło ich tutaj naprawdę. Cały problem polega na tym, żeby zrozumieć, że to trzeba wiedzieć. Od tego się wszystko zaczyna. 
Lata pracy bez przeprowadzenia tej analizy swojej osobowości są w istocie zmarnowane. (...)
(...) bez takiej analizy prawdziwej, dogłębnej, bezlitosnej, w istocie nie można się zajmować opowiadaniem historii. Bo jeżeli się nie zrozumie własnego życia, nie można zrozumieć życia postaci, o której chce się opowiedzieć, nie można zrozumieć życia innych ludzi."
Piękne, prawda? Dalej pisze, że z jego filmów nie dowiemy się kim on-reżyser jest, bo nie o to chodzi. I żeby nie korzystać z psychoterapeutów i innych psychoanalityków, bo dawanie gotowych recept na rozwiązanie problemu jest drogą donikąd. Samemu trzeba do wszystkiego dojść. 

No więc właśnie dochodzę, próbuję. Po sięgnięciu symbolicznego dnia, poczuciu betonu pod głową i nabiciem śliwki na czole już wiem, gdzie to dno jest. Cieszy mnie, że nie jest to mulista masa, w której grzęzną nogi, i z której trudno się wydostać i wspinać w górę. Na dnie na pewno jest beton. Twardy, zimny i rzeczywisty. Leci się i wali się bez osłony. Jest moment oszołomienia, gwiazdy wokół głowy, i przychodzi otrzeźwienie. Podniesienie na nogi. Szukanie równowagi. Odzyskanie równowagi i budowanie szczebli drabiny po której można się z tego dołu, studni wydostać. Po odzyskaniu równowagi, wspinaczka i wychodzenie z dołu jest już stosunkowo proste - bo środku wszystko nagle się układa. Część pytań pozostaje bez odpowiedzi, i czasem brakuje szczebla i noga się omsknie, spadnie się trochę w dół, ale już wiadomo gdzie leży problem, i co zrobić, żeby więcej tego szczebla nie brakowało. Dobra lekcja. Mądra. Dużo dała. Wyszłam z tej studni, stoję obok, słońce mnie trochę oślepia, ale łapię ostrość widzenia i mam punkt widokowy na linię horyzontu. Nieosiągalny, ale wiem, że tam chce iść. Tak długo jak się da.
Powered By Blogger