mniej wiecej tak to wyglada. jak najszybciej, jak najdalej od tego kraju. Zaczelo sie na granicy ekwadorsko-peruwianskiej, a potem bylo juz tylko gorzej. Z malymi wyjatkami. Granica - Wenezuela przy tej to raj na ziemi. Przyjezdzamy rano autokarem, wysadzaja nas, jak na przygraniczne miasto przystalo, pod granica. Ale granicy nie przekroczymy dopoki nie zdobedziemy wyjazdowego stempla z Ekwadoru. Trzeba sie cofnac 2-3 kilometry za miasto. Taxi 1,5 $. Powrot na granice drugie 1,5 $. Z podatkiem za biala twarz. Zeby dostac sie to punktu granicznego Peru trzeba przedrzec sie przez burdelowaty bazar, przy ktorym stadion dziesieciolecia byl hipermarketem o wysokim standardzie. Idzie z nami jakis naganiacz, ktory zawiezie nas tam taksowka... wymiana waluty, oczywiscie falszywe banknoty ida w ruch, oczywiscie ich nie poznajemy, oczywiscie gdzies w Peru zostaly wydane dalej w swiat. Naganiacz twierdzi, ze ¨no bus, only taxi¨, pytamy policjanta:¨¨bus jest, ale...¨no wiec taxi - facet prowadzi nas za jakies budynki na zadupie tego targowego zadupia granicznego i pokazuje prywatne auto i jakiegos goscia z niewyrazna mina, bedzie nas wiozl. Do punktu granicznego. Ale tam taksowkarz za nami krok w krok. My juz dziekujemy. Nie, bo przeciez trzeba dojechac do busa. W tej samej cenie za 1,30 $. No wiec jedziemy, ale kierunek sie nie zgadza. I taksowkarz zatrzymuje sie na stacji benzynowej, czyli lozko polowe i butelki 5 litrowe po wodzie mineralnej z benzyna, przez lejek benzyna do baku... Po co tankuje na jeden kilometr?? Pytamy gdzie nas wiezie. Do Tumbes, czyli ok 34 kilometrow. No to zawracaj, ale juz. I awantura. Pokazuje ulotke z cenami - 35 $ za 34 kilometry. Pytamy czy jest normalny. Po awanturze zawraca i kaze placic kilka dolcow. Skonczylo sie na poltora dolara, wielkiej awanturze i busie do Tumbes za 1,5 sola, co jest rowne polowie dolara.
Ok, dwie dobre rzeczy w Peru - Huaraz czyli Cordillera Blanca i Machu Picchu (nie liczac ceny). Nie jestem w stanie znalezc ani jednego dobrego slowa o narodzie peruwianskim. Naciagaja na kazdym kroku, do rachunku doliczaja na poczekaniu wymyslone podatki zamieniajac je przy dodatkowych pytaniach na cene za sewis. W Aguas Caljente doliczyli sobie 14 procent. Czy dostali? Oczywiscie nie. Szarpanina na kazdym kroku, wszedzie targowanie, nawet o 50 centow. Patrzenie wszystkim na rece. Do Boliwii praktycznie uciekamy, chociaz wiem, ze to nie jest bezpieczny kraj, zdarzaja sie porwania i takie inne. Ale to samo bylo w Wenezueli, a chavezowska Wenezuela przy Peru to raj dla turystow...
jutro walka na granicy peruwiansko-boliwijskiej, z opisow innych podroznikow wynika, ze moze byc bardzo ciekawie. Bedzie raport z miejsca zdarzenia.
Ok, dwie dobre rzeczy w Peru - Huaraz czyli Cordillera Blanca i Machu Picchu (nie liczac ceny). Nie jestem w stanie znalezc ani jednego dobrego slowa o narodzie peruwianskim. Naciagaja na kazdym kroku, do rachunku doliczaja na poczekaniu wymyslone podatki zamieniajac je przy dodatkowych pytaniach na cene za sewis. W Aguas Caljente doliczyli sobie 14 procent. Czy dostali? Oczywiscie nie. Szarpanina na kazdym kroku, wszedzie targowanie, nawet o 50 centow. Patrzenie wszystkim na rece. Do Boliwii praktycznie uciekamy, chociaz wiem, ze to nie jest bezpieczny kraj, zdarzaja sie porwania i takie inne. Ale to samo bylo w Wenezueli, a chavezowska Wenezuela przy Peru to raj dla turystow...
jutro walka na granicy peruwiansko-boliwijskiej, z opisow innych podroznikow wynika, ze moze byc bardzo ciekawie. Bedzie raport z miejsca zdarzenia.
