nadal w Kolumbii. droga do Cartageny bez wiekszych przeszkod. Znowu tlumy sprzedawcow ktorzy chca sprzedac cokolwiek, wkladaja przez okno autobusu, wchodza do srodka busa - wciskaja do reki... to norma. Sa ich tlumy. Trzeba znalezc sposob, zebys sie odrozniac. Dwie godziny przed Cartagena (czyli trzy godziny po Santa Marcie) wchodzi mlody czlowiek, na oko 10-12 lat. Pewny krok, spojrzenie w oczy podroznych, opowiada o wafelkach, niemal bez zawahania, bez zajakniecia. Wiekszosci, tego co powiedzial, nie rozumialam, a bylam gotowa kupic od niego wszystko. Sprzedal sporo tych swoich wafalkow - kiedy wyszedl, szczerze mu pogratulowalam. Absolutnie najlepszy sprzedawca uliczno-autobusowy jakiego widzialam. Reszta robi to bez przekonania. Cos wciska do reki, potem zabiera, albo dawaj pieniadze. Oczywiscie lepiej, zebys dal pieniadze. I tak na kazdym przystanku. Dlatego najlepiej podrozowac w nocy i sie nie zatrzymywac...
Cartagena... najpiekniejsze nadmorskie miasto jakie widzialam. Cale kwadraty starych kamieniczek, w wiekszosci juz odnowionych, kazda w innym kolorze. Wszystkie piekne. Oczywiscie turysci, oczywiscie naciagacze, oczywscie dajcie pieniadze. Mnostwo biednych, bezdomnych na ulicach. Pchle targi przeplatane okrutnie drogimi sklepami. Cartagena... perla Kolumbii.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz