plan na Ekwador byl prosty i zwiezly. zdobywamy wulkan i jedziemy do Peru. Postawilismy w rezultacie (...) na Rucu Pichinchia, u podnoza ktorego lezy Quito - jedno z najciekawiej polozonych miast jakie widzialam. Rozciagniete, miedzy dwoma pasmami wulkanow. Trudno powiedziec, co jest scislym centrum - jest stare miasto, nowe miasto(czyli dzielnica bialych), jest dzielnica biedy i bandytyzmu... czyli generalnie tak jak wszedzie. Ale Quito sie ciagnie i ciagnie jak krowka z Milanowka, a w szerokosci ma zaledwie kilka kilometrow. Za to jest malownicze jak malo ktore miasto. Spojrzcie na zdjecie - ile wulkanow widzicie?

A teraz?
W calym Ekwadorze jest ich 55. Sporo jak na kraj troche mniejszy od Polski. Ale do rzeczy - probujemy zdobyc wulkan Rucu Pichinchia, zwysokosci ok. 2800 m, bo na takiej wlasnie lezy Quito wjezdzamy na 4100 m. Sesja zdjeciowa, generalnie pelen turystyczny luz. Bez sniadania. Praktycznie bez picia. Wulkan ma wysokosc 4670m. Co to dla nas... Idziemy. Pierwsze zawroty glowy... a ostrzegali... Ciemno przed oczami,ok przystanek. Coraz gorzej z oddechem - coraz czesciej przystanek. W koncu przystanek po 10 metrach w gore wyglada tak, ze klade sie w trawe nie przejmujac sie ani wilgocia, ani temperatura. Ale uparcie ide dalej. Odpuszczam na wysokosci niewiele nizej od 4600 m. , kiedy schodzacy z gory inni turysci mowia, ze raczej dzis pogoda nie sprzyja ogladaniu krateru. Wsciekla na siebie, zla na swiat, na nature, ze stworzyla mnie taka, ze moje pluca nie chca pracowac tak jak ja chce na tej wysokosci. Niestety, nie chca bo i niby czemu mialyby chciec skoro nigdy nie byly na takiej wysokosci, a ich wlasciciel nie zatroszczyl sie o to, zeby mogly dobrze pracowac na tej wysokosci. Nos utarty, dziekuje...
Ale to nie bylo moje ostatnie slowo ;)
Ale to nie bylo moje ostatnie slowo ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz