- hasło ostatnich dni. Etiuda pod hasłem dom nie posuwa się naprzód, mimo, że pomysł jest, zapisany wierszem, przemyślany. A mimo wszystko brak wewnętrznego imperatywu. Czegoś nie czuję w tym pomyśle.
- pan Stanisław zgodził się spotkać. To może być bardzo owocna znajomość.
- zmontowany wywiad z panem Stanisławem został oceniony bardzo dobrze. To dobry znak. Wraca wiara.
short lista filmów ostatnich dni:
1. Django reż. Quentin. Top one. Razy dwa. Muzyka uzależnia. Sceny uzależniają. Tarantino uzależnia.
2. "Sęp" reż. Eugeniusz Korin. To nazwisko warto zapamiętać, bo jak ktoś ma raczyć mnie tak dobrze zrobionym filmem, dynamicznie zmontowanym, świetnie zagranym, po pewnego momentu niezłym scenariuszem, to jestem na "tak".
3. "Bejbi blues" reż. Kasia Rosłaniak. Nieźle, niezły scenariusz. Ku mojemu zaskoczeniu. Ale za delikatnie to wszystko potraktowane. Oczywiście jest brak wartości, jakiś młodzieżowy zamęt bez głębszego sensu. Ale najpierw wszystko jest cukierkowe, a na koniec bum. Które w kontekście cukierka nadal wydaje się słodkie, choć z domieszką goryczy.
4. "Klip" reż. Maja Milos. Dla kontrastu, tak przeostrzony, do zwymiotowania. Trochę nienaturalny w ciągłym kręceniu filmików komórką, nawet podczas pracy oralnej. Ciągłe narzucanie się dziewczyny chłopakowi, łażenie za nim? To ok. Wsadzanie mu ciągle ręki w spodnie przy kolegach, w autobusie. Po hardkorze.
5. "Gwizdek" reż. Grzegorz Zariczny po raz drugi, pierwszy raz na Krakowskim Festiwalu Filmowym. Niezły, chociaż nie wiem czy na główną nagrodę na Sundance Festival. Ale gratuluje i trzymam kciuki za młodego z fajnymi wartościami chłopaka.
6. "Persona" Ingmara Bergmana. Przespałam. Nie wiem o co chodziło.
7. "Kochankowie z księżyca" reż. Wim Anderson. Niezły, ciekawa konwencja. A oto jak wyglądała sala podczas projekcji.
pierwszy raz w życiu byłam sama w kinie! Niesamowite uczucie.
Ale nie chciałabym, żeby kiedyś mi się coś takiego przytrafiło. Choć pora oczywiście zupełnie nieoczywista na przesiadywanie w kinie (14.30).