Był sobie pewien Perseusz i od jego imienia nazwano gwiazdozbiór. Bo był bogiem, który lubił spełniać marzenia - zabił złą Meduzę, z której głowy zamiast włosów wyrastały węże, uwolnił Andromedę, którą poślubił i spłodził jej sześciu synów i córkę. A że był synem potężnego Zeusa, to wiadomo, że musiał mieć nadludzkie możliwości. No więc ma - ten gwiazdozbiór, dość nietypowy, bo zanim się rozsypał spełnił wiele życzeń. Na przykład sprawił, że na ziemię zstąpiło niebo, i że to co nie mieściło się w głowie, nagle znalazło w niej miejsce i uzasadnienie. Że przestrzeń przeznaczona dla jednej osoby nagle doznała cudownego rozmnożenia, a raczej lepszego zagospodarowania przestrzennego. I nagle pozwoliła dostrzec, ze w przestrzeni idealnej są pewne niedoskonałości - ale to trwało tylko ułamek sekundy, tyle ile mrugnięcie powieką, bowiem niemal od razu okazało się, że niedoskonałość jest uzupełniona ideałem. Który w dodatku wygląda jak człowiek! Je, oddycha, gapi się w monitor komputera, śpi, podobno chrapie i drapie się w pośladek. Który śni na jawie ten sam sen co ja. Z dzieciństwa pamiętam jak z kuzynką zasypiałyśmy razem zetknięte głowami, bo podobno wtedy śni się ten sam sen. Nie udało nam się tego udowodnić. Mam natomiast nienamacalny, ale emocjonalny dowód na to, że wystarczyło żyć, w miarę, w zgodzie z samym sobą, trochę błądzić, trochę mylić drogi, trochę słuchać głosu serca, a czasem rozumu. I szukać swojego szczęścia - nie cudzego. Realizować swój plan na życie, nie wszystkich dookoła. I na chwilę zapomnieć o świecie, a pomyśleć tylko i wyłącznie o sobie. Zaglądając w głąb własnego serca zadać sobie to jedno, najistotniejsze pytanie - czy tego właśnie szukam przez całe życie. Odpowiedzi mogą być dwie. Nigdy "nie wiem". Tu nie ma miejsca na błąd, na zawahanie, na wątpliwości. Jest tak albo nie. (...) I, podobnie jak ten wszechświat, który znajdując się na wysokości Piotrkowa Trybunalskiego, pędzi teraz w stronę rozsądku i przyziemnego życia, nie mam najmniejszych wątpliwości.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz