Stanisław Kołba - lat 70. Z zawodu spawacz. Na emeryturze. Mieszka w Łodzi. Z 27-letnim synem i jego rodziną. Postać niezwykła w swej zwyczajności.
Niezbyt rozmowny - najczęściej powtarzane zwroty to "nie chcę o tym mówić" albo "kiedy mogę pójść do domu?". Najchętniej zarzuciłby skórzaną brązową kurtkę na plecy i po prostu wyszedł. Ale zobowiązał się, zapłacili mu, podpisał umowę więc siedzi i pokornie daje się prowadzic studentom, odpowiada na pytania najróżniejsze - od tych generalnych, co sądzi o kościele, po bardzo intymne, dlaczego przez pięć lat nikt mu nie powiedział, że jego syn nie żyje.
Ta rozmowa daje poczucie (być może), że każdy ma swoją niezwykłą historię, którą tylko trzeba umieć wydobyć, że do każdego (być może) można znaleźć klucz. (Na pewno) że każdego trzeba traktować z najwyższym wyczuciem i czytać sygnały, które wysyła jej ciało, głos, oczy.
Oczy pana Stanisława są niezwykłe - błękitne, wąskie, małe i głęboko osadzone jak oczy dziadka Bolka, żywe, pełne energii. Oczy pana Stanisława są otwarte na kontakt.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz