Steven Spielberg zrobił w 87 roku "Imperium słońca", wielu do dziś się zachwyca, że przełomowy, wojna bez scen batalistycznych, a jednak poruszająca, że najlepsza rola Johna Malkovicha (jako cwaniaczek Basie), że fenomenalne zdjęcia (Allen Daviau), że muzyka (John Williams). W porządku. Najlepszy w tym filmie - według mnie - był Christian Bale, 11-letni Jim, który gubi się rodzicom podczas ucieczki z Szanghaju. Dobry był w roli i dobrego, i złego Jima. Grzecznego chłopca bawiącego się plastikowymi samolocikami, i kombinatora, który chce wycyganić od lekarza buty zmarłego.
...(a i tak jego najlepsza rola to ta w Batmanie, dlatego brawa dla Spielberga za odkrycie talentu). I chyba zamiast Jamesa Deana ("Na wschód od Edenu" rocznik '55 - ówczesny Harlequin) z przyjemnością wrócę do początków Batmana...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz