środa, 7 września 2011

Ukryte w słowach...

...które nie zostają wypowiedziane. "Ukryte" Michaela Haneke jest niezwykłe, bo po pierwsze z całą masą niedopowiedzeń, grą, która pobudza wyobraźnie do uzupełnień brakujących informacji. A tych informacji jest tak mało, że wyobraźnia tylko podsuwa kolejne powody, dla których dramaturgia sytuacji rozgrywa się tak a nie inaczej. Magiczna jest ostatnia scena filmu. Plan ogólny wejścia do szkoły, stoi kilka grupek młodych ludzi, rozmawiają, przemieszczają się - podchodzą, odchodzą, oczywiście kamera nie "mówi" nam na kogo mamy patrzeć, nie kieruje naszej uwagi na konkretny punkt, sytuację, osobę, po jakimś czasie w tej masie różnych sytuacji dotrzegamy syna Algierczyka, który podszedł do syna krytyka literackiego, odciąga go od znajomych, stają z boku i o czymś rozmawiają, potem syn krytyka idzie wolnym, nienerwowym krokiem do szkoły, jak po odbyciu normalnej pogawędki z kolegą. i właściwie cały film jest pełen takich niedopowiedzeń, widz sam musi się wysilić, żeby znaleźć sens w danej scenie czy nawet całym filmie. Krytyk literacki zaczyna dostawać kasety z nagraniami sprzed jego własnego domu, wejście jest filmowane przez kilka godzin - komuś zależy na tym, żeby czuł się obserwowany, potem tajemnicza postać zaczyna wysyłać do niego kartki z kreskówką chłopca plującego krwią, lub z poderżniętym gardłem. Te dziwne przesyłki zaczynają też trafiać do pracy i kolegów krytyka, jedna kartka zostaje też wysłana do szkoły syna. Krytyk zaczyna kogoś podejrzewać po tym jak dostaje kasetę z nagraniem sprzed jego rodzinnego domu, w którym się wychował. Potem kolejną z nagraniem drogi do czyjegoś mieszkania. Jedzie tą samą drogą i puka do drzwi. Otwiera jego kolega z dzieciństwa. Powoli krytyk musi zdradzić żonie (Juliette Binoche), dlaczego algierski chłopiec mieszkał u jego rodziców, a kiedy jego rodzice zginęli w Paryżu w czasie jakiegoś powstania, dlaczego nagle trafił do sierocińca. Pojawia się więc kontekst polityczny. (też w momencie potrącenia czarnoskórego rowerzysty krytyk pozwala sobie na rasistowskie insynuacje, podpuszczony przez rowerzystę). Nieokreślony strach, który z każdą sceną, nową kasetą się nasila, powoduje, że mimo braku realnego zagrożenia, krytyk zdradza mroczne sekrety z dzieciństwa. Brak słów, jak w przypadku syna Algierczyka, który przychodzi do krytyka do pracy, po tym jak jego ojciec popełnia samobójstwo, jest bardziej prowokujące niż niejedno wyzwisko czy oskarżenie, które mógłby powiedzieć. I skuteczne. Brak słów może być silniejszym komunikatem niż jego miliony. I może wywołać najróżniejsze domysły i reakcje. Dobry film. Nagroda w Cannes za reżyserię w 2005 roku.
***
nowa płyta, a właściwie trzypak Zbigniewa Preisnera "Voices" - większość utworów znam, bo powstały do filmów Kieślowskiego, albo pojawiły się na płycie zimowej sprzedawanej przy okazji któregoś Bożego Narodzenia. Tamta płyta mi zaginęła, zostało tylko opakowanie z autografem Preisnera. Teraz ten trzypak przypomina mi te piosenki, które tam były, i które i tak znam na pamieć. Wisienka na torcie i nowość to utwory do sztuki Danse Macabre, których nie znam jeszcze.
Preisner to dla mnie Mount Everest wśród kompozytorów muzyki filmowej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Powered By Blogger