była sobie fabryka, była sobie wódka i były sobie panie pracującego przy jej rozlewaniu i pakowaniu. i zycie się toczy jak ta taśma z bulelkami, to pustymi, to pełnymi, z etykietami, bez. Oczywiście są marzenia, bo wódka ta nie do picia, tylko do pieniędzy zarabiania, więc marzeń nie przyćmiewa. Marzenia o aktorstwie, o wyjeździe, o karierze, studiach. I jest proza życia. Bo dziecko, bo brak męża, bo życie z matką pod jednym dachem, bieda, bajzel. Uciec stąd. Ale jak? Zostawić wszystko, czy zabrać dzieciaka? Ale jak z dzieckiem na Moskwe prawie tysiąc kilometrów. I tak wlewają panie tę wódkę, ulewają trochę do pustej, prywatnej butelki. Kombinują na imprezę rodzinną. I tak z dnia na dzień. Z dnia na dzień. A marzenia są i pozostają marzeniami. No chyba, że bohaterka wstanie, spakuje walizkę i po prostu wyjedzie. I co z tego? Dziecko z matką zostawi. Matka marzenia straci...
Proza życia.
***
"Skóra, w której żyję" Pedro Almodovara - w porządku. Scenariusz świetny, zdjęcia piękne. Reżyseria w porzadku. Historia przemiany mężczyzny w kobietę. O tym, że skórę możesz zmienić, ale duszy nie.
***
"Exils" Tony Gatlif zrobił film o podróży. Kocham. Podróże. Ten film mnie po prostu zanudził na śmierć. Z filmami podróżniczymi jest jak z fotografowaniem lasu - może wyjść albo fantastycznie, albo nie da się tego oglądać. (ok, może częściej spałam niż starałam się oglądać ten film i go nie zrozumiałam. może).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz