podczas wczorajszego wywiadu Julia Hartwig powiedziała kilka złotych myśli, oto część z nich:
w wierszu to albo się można panoszyć, albo trzeba okazać jednak
pewną? może pokora to jest za dużo powiedziane, ale jakieś
takie zrozumienie dla świata i dla tego co zdarzyć się musi.
ciągle tyle sił... skąd?
to nie jest sprawa postanowienia, bo gdybym postanawiała, to
bym częściej pisała, ale jest to sprawa dyspozycji lirycznej,
przygotowania, pewne rzeczy się proszą o pisanie, a niektóre
właśnie są tak niechętne, że nie można ich zakląć w wierszu.
czyste piękno
czwartek, 29 września 2011
środa, 21 września 2011
James Dean
tak, "Buntownik bez powodu" - ... (kiedy indziej).
"Człowiek na linie" - znowu o sile przezwyciężania własnych granic, stawianiu celów i ich osiąganiu, ale też o niemocy/nieumiejętności w rezygnowaniu z celu, kiedy ryzyko wydaje się większe, niż zdrowy rozsądek nakazuje. Zasada - "nie spróbujesz, nie przekonasz się" jest zasadą-kluczem. A właściwie sloganem-wytrychem. Zdrowy rozsądek zawsze jest w cenie, tak samo jak umiejętność ryzykowania. Stawianie sobie ambitnych, na pierwszy rzut oka nieosiągalnych celów, ale też umiejętność odwrotu, powiedzenia dość. Cenna i straszliwie bolesna umiejętność. (nie wiem co boli bardziej - krach, czy rezygnacja przed).
Odkrycie dnia, wczorajszego, ale z dzisiejszym uświadomieniem - Balanescu Quartet. te skrzypce dotykają koniuszków moich nerwów i sprawiają, że wyrastają z nich maleńkie pióra, i falują na wietrze, niczym smugi cienia.
"Człowiek na linie" - znowu o sile przezwyciężania własnych granic, stawianiu celów i ich osiąganiu, ale też o niemocy/nieumiejętności w rezygnowaniu z celu, kiedy ryzyko wydaje się większe, niż zdrowy rozsądek nakazuje. Zasada - "nie spróbujesz, nie przekonasz się" jest zasadą-kluczem. A właściwie sloganem-wytrychem. Zdrowy rozsądek zawsze jest w cenie, tak samo jak umiejętność ryzykowania. Stawianie sobie ambitnych, na pierwszy rzut oka nieosiągalnych celów, ale też umiejętność odwrotu, powiedzenia dość. Cenna i straszliwie bolesna umiejętność. (nie wiem co boli bardziej - krach, czy rezygnacja przed).
Odkrycie dnia, wczorajszego, ale z dzisiejszym uświadomieniem - Balanescu Quartet. te skrzypce dotykają koniuszków moich nerwów i sprawiają, że wyrastają z nich maleńkie pióra, i falują na wietrze, niczym smugi cienia.
Pistorius z listem do Koryntian
kiedy wczoraj pobiegł w Memoriale Kamili Skolimowskiej, pokazał wytatuowany kawałek pleców. Jak później wyjaśnił to fragment listu do Koryntian:
"Ja przeto biegnę nie jakby na oślep;
walczę nie tak, jakbym zadawał ciosy w próżnię,
lecz poskramiam moje ciało
i biorę je w niewolę, abym innym głosząc naukę,
sam przypadkiem nie został uznany za niezdatnego"
Zwyczajny, niezwyczajny.
"Ja przeto biegnę nie jakby na oślep;
walczę nie tak, jakbym zadawał ciosy w próżnię,
lecz poskramiam moje ciało
i biorę je w niewolę, abym innym głosząc naukę,
sam przypadkiem nie został uznany za niezdatnego"
Zwyczajny, niezwyczajny.
wtorek, 20 września 2011
Vollmond Piny Bausch w Teatrze Wielkim
Tanztheater Wuppertal Pina Bausch... zapierające dech w piersiach, piękne. Nie zapomnę deszczu, tańca w deszczu, kropli, które niczym cząsteczki tańczyły w przestrzeni sceny i wypełniały ją niemal bez reszty. A wśród nich aktorzy. Choreografia niebywała. brak mi słów po prostu.
http://www.youtube.com/watch?v=jXzZ0uZ1L8c&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=jXzZ0uZ1L8c&feature=related
poniedziałek, 19 września 2011
"Fabryka wódki" Jerzego Śladkowskiego
była sobie fabryka, była sobie wódka i były sobie panie pracującego przy jej rozlewaniu i pakowaniu. i zycie się toczy jak ta taśma z bulelkami, to pustymi, to pełnymi, z etykietami, bez. Oczywiście są marzenia, bo wódka ta nie do picia, tylko do pieniędzy zarabiania, więc marzeń nie przyćmiewa. Marzenia o aktorstwie, o wyjeździe, o karierze, studiach. I jest proza życia. Bo dziecko, bo brak męża, bo życie z matką pod jednym dachem, bieda, bajzel. Uciec stąd. Ale jak? Zostawić wszystko, czy zabrać dzieciaka? Ale jak z dzieckiem na Moskwe prawie tysiąc kilometrów. I tak wlewają panie tę wódkę, ulewają trochę do pustej, prywatnej butelki. Kombinują na imprezę rodzinną. I tak z dnia na dzień. Z dnia na dzień. A marzenia są i pozostają marzeniami. No chyba, że bohaterka wstanie, spakuje walizkę i po prostu wyjedzie. I co z tego? Dziecko z matką zostawi. Matka marzenia straci...
Proza życia.
***
"Skóra, w której żyję" Pedro Almodovara - w porządku. Scenariusz świetny, zdjęcia piękne. Reżyseria w porzadku. Historia przemiany mężczyzny w kobietę. O tym, że skórę możesz zmienić, ale duszy nie.
***
"Exils" Tony Gatlif zrobił film o podróży. Kocham. Podróże. Ten film mnie po prostu zanudził na śmierć. Z filmami podróżniczymi jest jak z fotografowaniem lasu - może wyjść albo fantastycznie, albo nie da się tego oglądać. (ok, może częściej spałam niż starałam się oglądać ten film i go nie zrozumiałam. może).
Proza życia.
***
"Skóra, w której żyję" Pedro Almodovara - w porządku. Scenariusz świetny, zdjęcia piękne. Reżyseria w porzadku. Historia przemiany mężczyzny w kobietę. O tym, że skórę możesz zmienić, ale duszy nie.
***
"Exils" Tony Gatlif zrobił film o podróży. Kocham. Podróże. Ten film mnie po prostu zanudził na śmierć. Z filmami podróżniczymi jest jak z fotografowaniem lasu - może wyjść albo fantastycznie, albo nie da się tego oglądać. (ok, może częściej spałam niż starałam się oglądać ten film i go nie zrozumiałam. może).
niedziela, 18 września 2011
A jednak pragniemy jej ponad wszystko
Wolność to nie znaczy że będziesz zaraz szczęśliwy
Wolny świat kryje więcej zasadzek niż głucha tyrania
Brytany spuszczone z łańcucha żądze przekraczające horyzont
krok jeszcze splątany w liny starych więzów
które próbują zacisnąć się znowu
Wolność zarówno dla podłych jak i tych
którzy ofiarowali jej siebie w darze
wolność dla tych którzy czując się jak diament czyści
chcieliby kroić ostro oddając się namiętnie
w nową niewolę - nienawiści od której ziemia jak pod dynamitem
rozpęka się zmieniając bieg rzeki
Julia Hartwig
Wolny świat kryje więcej zasadzek niż głucha tyrania
Brytany spuszczone z łańcucha żądze przekraczające horyzont
krok jeszcze splątany w liny starych więzów
które próbują zacisnąć się znowu
Wolność zarówno dla podłych jak i tych
którzy ofiarowali jej siebie w darze
wolność dla tych którzy czując się jak diament czyści
chcieliby kroić ostro oddając się namiętnie
w nową niewolę - nienawiści od której ziemia jak pod dynamitem
rozpęka się zmieniając bieg rzeki
Julia Hartwig
czwartek, 15 września 2011
o niezłych dobrego początkach
Steven Spielberg zrobił w 87 roku "Imperium słońca", wielu do dziś się zachwyca, że przełomowy, wojna bez scen batalistycznych, a jednak poruszająca, że najlepsza rola Johna Malkovicha (jako cwaniaczek Basie), że fenomenalne zdjęcia (Allen Daviau), że muzyka (John Williams). W porządku. Najlepszy w tym filmie - według mnie - był Christian Bale, 11-letni Jim, który gubi się rodzicom podczas ucieczki z Szanghaju. Dobry był w roli i dobrego, i złego Jima. Grzecznego chłopca bawiącego się plastikowymi samolocikami, i kombinatora, który chce wycyganić od lekarza buty zmarłego.
...(a i tak jego najlepsza rola to ta w Batmanie, dlatego brawa dla Spielberga za odkrycie talentu). I chyba zamiast Jamesa Deana ("Na wschód od Edenu" rocznik '55 - ówczesny Harlequin) z przyjemnością wrócę do początków Batmana...
...(a i tak jego najlepsza rola to ta w Batmanie, dlatego brawa dla Spielberga za odkrycie talentu). I chyba zamiast Jamesa Deana ("Na wschód od Edenu" rocznik '55 - ówczesny Harlequin) z przyjemnością wrócę do początków Batmana...
środa, 14 września 2011
Umberto Eco
powiedział w wywiadzie dla świetnego periodyka "Książki" (przeprowadzonym z okazji wydania nowej książki Eco "Cmentarz w Pradze').
"W każdej kulturze, w antropologicznym sensie tego pojęcia, istnieje coś w rodzaju centralnej encyklopedii, której założenia wszyscy podzielają. Mówi ona, że Homer był wielkim poetą, i nie wspomina o innych greckich poetach, o których zapomnieliśmy. Mowi też, że Ziemia krąży wokół Słońca. Ta encyklopedia jest zmieniania, uzupełniana, krytykowana, ale jest punktem odniesienia dla wszystkich. W internecie takich encyklopedii jest dziesięć tysięcy. W zależności od drogi którą ktoś przejdzie przez sieć, teoretycznie możemy mieć sześć miliardów takich encyklopedii. To znaczy, że dzisiejszy internetowy samouk może wiedzieć dziesięć razy więcej niż pani, ale nie wie na przykład kim był Napoleon, bo na tę akurat informację nie natrafił.
Internet produkuje takich właśnie samouków, którzy nie mają wspólnego kodu kulturowego. Ta droga teoretycznie prowadzi do tragedii, komunikacja staje się niemożliwa. W rzeczywistości jednak nic takiego nam nie grozi. Zawsze będą krążyć pewne dominujące idee. Problem polega na tym, że szkoła nie uczy filtrowania informacji z internetu. Na przykład Platon - ponieważ studiowałem filozofię, wiem, czy jakaś strona o nim została stworzona przez szaleńca czy przez eksperta. Ale 13-latek tego nie wie. Trzeba go tego nauczyć. Być może szkoła nie powinna już uczyć kim był Platon, tylko właśnie jak filtrować informacje".
"W każdej kulturze, w antropologicznym sensie tego pojęcia, istnieje coś w rodzaju centralnej encyklopedii, której założenia wszyscy podzielają. Mówi ona, że Homer był wielkim poetą, i nie wspomina o innych greckich poetach, o których zapomnieliśmy. Mowi też, że Ziemia krąży wokół Słońca. Ta encyklopedia jest zmieniania, uzupełniana, krytykowana, ale jest punktem odniesienia dla wszystkich. W internecie takich encyklopedii jest dziesięć tysięcy. W zależności od drogi którą ktoś przejdzie przez sieć, teoretycznie możemy mieć sześć miliardów takich encyklopedii. To znaczy, że dzisiejszy internetowy samouk może wiedzieć dziesięć razy więcej niż pani, ale nie wie na przykład kim był Napoleon, bo na tę akurat informację nie natrafił.
Internet produkuje takich właśnie samouków, którzy nie mają wspólnego kodu kulturowego. Ta droga teoretycznie prowadzi do tragedii, komunikacja staje się niemożliwa. W rzeczywistości jednak nic takiego nam nie grozi. Zawsze będą krążyć pewne dominujące idee. Problem polega na tym, że szkoła nie uczy filtrowania informacji z internetu. Na przykład Platon - ponieważ studiowałem filozofię, wiem, czy jakaś strona o nim została stworzona przez szaleńca czy przez eksperta. Ale 13-latek tego nie wie. Trzeba go tego nauczyć. Być może szkoła nie powinna już uczyć kim był Platon, tylko właśnie jak filtrować informacje".
poniedziałek, 12 września 2011
"Duchy Goi"
Milosa Formana. Dobry, po prostu dobry. Natalie Portman świetna.
***
Lao Tse: "Ten, kto nie walczy, nigdy nie przegrywa, a ten kto nigdy nie przegrywa, jest zawsze zwycięzcą". A to dobre...
***
czy jeśli na rynku prasy drukowanej pojawiło się conajmniej kilka świetnych miesięczników, które zebrane razem odpowiadają moim gustom znacznie bardziej, niż te, których marki mają od wielu lat ugruntowaną pozycję i za pośrenictwem ogranego loga sprzedają wyświechtane, wręcz po wielekroć przedrukowywane teksty, to w Internecie też pojawią się strony internetowe ze świetnymi tekstami, wywiadami, reportażem, w których jest zawarta jakaś prawda, myśl, wartość? Czekam z utestnieniem...
***
Lao Tse: "Ten, kto nie walczy, nigdy nie przegrywa, a ten kto nigdy nie przegrywa, jest zawsze zwycięzcą". A to dobre...
***
czy jeśli na rynku prasy drukowanej pojawiło się conajmniej kilka świetnych miesięczników, które zebrane razem odpowiadają moim gustom znacznie bardziej, niż te, których marki mają od wielu lat ugruntowaną pozycję i za pośrenictwem ogranego loga sprzedają wyświechtane, wręcz po wielekroć przedrukowywane teksty, to w Internecie też pojawią się strony internetowe ze świetnymi tekstami, wywiadami, reportażem, w których jest zawarta jakaś prawda, myśl, wartość? Czekam z utestnieniem...
"W ciemności"
Agnieszki Holland, który zanim miał swoją polską premierę już został polskim kandydatem do Oskara. Nie oglądałam wszystkich polskich potencjalnych kandydatów, ale ten film nie wydaje mi się trafionym wyborem. Po pierwszze - o wojnie, Holokauście, o ratowaniu Żydów, o heroiźmie w zdemoralizowanym przez nazizm świecie - już było. Po co więc wystawiamy kolejny - w tematyce niezwykle podobny film? Być może drzemie w komisji (powołanej przez Ministra Kultury) potrzeba zmiany wizerunku polskiej postawy wobec Żydów w czasie II wojny światowej? I oto mamy - Leopold Socha, Polak ze Lwowa, kanalarz, drobny złodziejaszek, mąż i ojciec, staje przed okazją nie lada zarobku, nie staje, okazja sama wpada mu w ręce. Żydowscy mieszkańcy jednego z lwowskich domów drążą dziurę w podłodze i szykują sobie drogę ucieczki kanałami. We Lwowie trwają łapanki, wywózki, getto, strach jest wszechobecny. Przebijają się do kanałów i wpadają wprost na Sochę, ten liczy w myślach zarobek za przechowanie Żydów. Stawka - jego zdaniem - okazuje się niewspółmierna do zadania. Bo właściele mieszkania z dziurą w podłodze ściagają krewnych, znajomych, to za dużo żeby ukryć wszystkich. Szybka kalkulacja - kilkunastu idzie w głębsze tunele kanałów, reszta zostaje, reszta się nie zmieści. Historia jest przewidywalna. Uderza naturalizm zdjęć, ludzie zdają się dosłownie ginąć na oczach widza, smród kanałów wylewa się za ekran, a szczury piszczą tuż przy stopie. Brawa dla Jolanty Dylewskiej za zdjęcia kanałowego życia - wydawałoby się, że prócz monotonii mroku pomieszanego z wilgocią i niewielkimi strumieniami światła niewiele uda się wydobyć. Udało się! Blisko 70 procent ponad dwuipółgodzinnego filmu dzieje się w kanałach i zdjęciami naprawdę nie można się znudzić. Oddają realizm, zresztą nie tylko tam - na ulicy podczas strzelanin, bomardowań, wieszania podejrzanych, podczas miłości - zwierzęcej, zimnej, wyrachowanej.
Ale Oscar w kategorii nieanglojęzycznej nie jest przyznawany wyłącznie za zdjęcia, a za cały film. A w całym filmie coś kuleje. Momentami za długi, niekiedy aktorzy grają zbyt topornie. Przewidywalność - wytłumaczalna. Najmocniejsze - post scriptum. Po wojennej rzeźni, kiedy przychodzi częściowy "happy end" (bo tu wojna nie patyczkuje się z nikim - giną przyjaciele, członkowie rodzin bohaterów, przypadkowa grupa ludzi za jedno istnienie), kiedy widzowi odpuszcza napiecie, sam się uśmiecha do ludzi, którzy właśnie opuszczają mroczne kanały, post scriptum jest jak cios w sam nos - z zaskoczenia, bez szans na asekurację. I może o to właśnie chodziło?
Ale Oscar w kategorii nieanglojęzycznej nie jest przyznawany wyłącznie za zdjęcia, a za cały film. A w całym filmie coś kuleje. Momentami za długi, niekiedy aktorzy grają zbyt topornie. Przewidywalność - wytłumaczalna. Najmocniejsze - post scriptum. Po wojennej rzeźni, kiedy przychodzi częściowy "happy end" (bo tu wojna nie patyczkuje się z nikim - giną przyjaciele, członkowie rodzin bohaterów, przypadkowa grupa ludzi za jedno istnienie), kiedy widzowi odpuszcza napiecie, sam się uśmiecha do ludzi, którzy właśnie opuszczają mroczne kanały, post scriptum jest jak cios w sam nos - z zaskoczenia, bez szans na asekurację. I może o to właśnie chodziło?
piątek, 9 września 2011
środa, 7 września 2011
Ukryte w słowach...
...które nie zostają wypowiedziane. "Ukryte" Michaela Haneke jest niezwykłe, bo po pierwsze z całą masą niedopowiedzeń, grą, która pobudza wyobraźnie do uzupełnień brakujących informacji. A tych informacji jest tak mało, że wyobraźnia tylko podsuwa kolejne powody, dla których dramaturgia sytuacji rozgrywa się tak a nie inaczej. Magiczna jest ostatnia scena filmu. Plan ogólny wejścia do szkoły, stoi kilka grupek młodych ludzi, rozmawiają, przemieszczają się - podchodzą, odchodzą, oczywiście kamera nie "mówi" nam na kogo mamy patrzeć, nie kieruje naszej uwagi na konkretny punkt, sytuację, osobę, po jakimś czasie w tej masie różnych sytuacji dotrzegamy syna Algierczyka, który podszedł do syna krytyka literackiego, odciąga go od znajomych, stają z boku i o czymś rozmawiają, potem syn krytyka idzie wolnym, nienerwowym krokiem do szkoły, jak po odbyciu normalnej pogawędki z kolegą. i właściwie cały film jest pełen takich niedopowiedzeń, widz sam musi się wysilić, żeby znaleźć sens w danej scenie czy nawet całym filmie. Krytyk literacki zaczyna dostawać kasety z nagraniami sprzed jego własnego domu, wejście jest filmowane przez kilka godzin - komuś zależy na tym, żeby czuł się obserwowany, potem tajemnicza postać zaczyna wysyłać do niego kartki z kreskówką chłopca plującego krwią, lub z poderżniętym gardłem. Te dziwne przesyłki zaczynają też trafiać do pracy i kolegów krytyka, jedna kartka zostaje też wysłana do szkoły syna. Krytyk zaczyna kogoś podejrzewać po tym jak dostaje kasetę z nagraniem sprzed jego rodzinnego domu, w którym się wychował. Potem kolejną z nagraniem drogi do czyjegoś mieszkania. Jedzie tą samą drogą i puka do drzwi. Otwiera jego kolega z dzieciństwa. Powoli krytyk musi zdradzić żonie (Juliette Binoche), dlaczego algierski chłopiec mieszkał u jego rodziców, a kiedy jego rodzice zginęli w Paryżu w czasie jakiegoś powstania, dlaczego nagle trafił do sierocińca. Pojawia się więc kontekst polityczny. (też w momencie potrącenia czarnoskórego rowerzysty krytyk pozwala sobie na rasistowskie insynuacje, podpuszczony przez rowerzystę). Nieokreślony strach, który z każdą sceną, nową kasetą się nasila, powoduje, że mimo braku realnego zagrożenia, krytyk zdradza mroczne sekrety z dzieciństwa. Brak słów, jak w przypadku syna Algierczyka, który przychodzi do krytyka do pracy, po tym jak jego ojciec popełnia samobójstwo, jest bardziej prowokujące niż niejedno wyzwisko czy oskarżenie, które mógłby powiedzieć. I skuteczne. Brak słów może być silniejszym komunikatem niż jego miliony. I może wywołać najróżniejsze domysły i reakcje. Dobry film. Nagroda w Cannes za reżyserię w 2005 roku.
***
nowa płyta, a właściwie trzypak Zbigniewa Preisnera "Voices" - większość utworów znam, bo powstały do filmów Kieślowskiego, albo pojawiły się na płycie zimowej sprzedawanej przy okazji któregoś Bożego Narodzenia. Tamta płyta mi zaginęła, zostało tylko opakowanie z autografem Preisnera. Teraz ten trzypak przypomina mi te piosenki, które tam były, i które i tak znam na pamieć. Wisienka na torcie i nowość to utwory do sztuki Danse Macabre, których nie znam jeszcze.
Preisner to dla mnie Mount Everest wśród kompozytorów muzyki filmowej.
niedziela, 4 września 2011
stare klisze filmowe
"Mania. Historia pracownicy fabryki papierosów", reż. Eugen Illes, prod. Niemcy, 1918, w roli głównej: Pola Negri; bez nadmiernej egzaltacji i melodramatyzowania. długość 85 minut - idealna. Akcja dzięki temu w miarę wartka, ogląda sią świetnie. Szczególnie jak orkiestrą grającą na żywo muzykę do filmu dyryguje Jerzy Maksymiuk. Kadry czasami tak wypełnione rekwizytami, gestami aktorów, że kilkudziesięciosekundowa akcja dziejąca się w jednym kadrze doskonale się sprzedaje. Rekonstrukcja odzyskała go dla mojego pokolenia.
***
rekord świata kobiet w biegu na 5000 m - 14.11.15. moj? 30.40..... mozna?
***
"Gigante", reż. Adrian Biniez, Urugwaj, 2009. kiepski.
***
rekord świata kobiet w biegu na 5000 m - 14.11.15. moj? 30.40..... mozna?
***
"Gigante", reż. Adrian Biniez, Urugwaj, 2009. kiepski.
czwartek, 1 września 2011
klisze filmowe
Giuseppe Tornatore, tak - ten od "Cinema Paradiso" - zrobił dwa lata temu nostalgiczny film o miasteczku sycylijskim: "Baaria". Nie zabrakło elementu kluczowego, bez ktorego caly film byłby dla mnie nudną przydługą opowieścią z niegłupim zakończeniem. ...taśmy filmowe. Jeden z bohaterów zamiast zbierać obrazki, naklejki z samochodami, czyli to, co chłopcy w szkole zazwyczaj zbierają, kolekcjonuje kawałki filmów! Po dwóch-trzech klatkach jest w stanie odgadnąć z jakiego filmu one pochodzą. Genialne! Ok, film był niezły - świetne zdjęcia, pełne zachodzącego słońca, kurzu i rozgrzanej ziemi. Historia ciągnęła się jak saga rodzinna w jakims tasiemcu (film trwa 145 minut), ale miała swój urok - i rodzina, i historia. I zakończenie - było trochę jak przebudzenie: oglądamy, przysypiamy, niczego już sie nie spodziewamy, a na koniec glówny bohater budzi się z drzemki/letargu, a my razem z nim :). Lekko nostalgiczno-kołysankowa muzyka Ennio Morricone podtrzymywała tylko ten stan.
***
i jeszcze jedna sytuacja - ostatnio po centrum warszawy, konkretnie rog swietokrzyskiej i marszalkowskiej kraza mlodzi panowie probujac sprzedac podreczniki. pytaja wszystkich, podchodza i do mnie:
- jakies podreczniki potrzebne? - pyta mlodzieniec wysuwajac w moja strone jakas zolta karteczke, pewnie z adresem ksiegarni z tymiz podrecznikami.
- skonczylam edukacje - mowie, on zawiedziony, ja nie.
mysle sobie, jaki on chcialby mi podrecznik sprzedac skoro nie wygladam na uczennice, i na matke uczniow tez nie. Bo podrecznika pt. "jak zyc?" zapewne nie ma...
***
i jeszcze jedna sytuacja - ostatnio po centrum warszawy, konkretnie rog swietokrzyskiej i marszalkowskiej kraza mlodzi panowie probujac sprzedac podreczniki. pytaja wszystkich, podchodza i do mnie:
- jakies podreczniki potrzebne? - pyta mlodzieniec wysuwajac w moja strone jakas zolta karteczke, pewnie z adresem ksiegarni z tymiz podrecznikami.
- skonczylam edukacje - mowie, on zawiedziony, ja nie.
mysle sobie, jaki on chcialby mi podrecznik sprzedac skoro nie wygladam na uczennice, i na matke uczniow tez nie. Bo podrecznika pt. "jak zyc?" zapewne nie ma...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


