przychodzi taki moment, kiedy nic się nie układa tak jak powinno, a właściwie dociera do świadomości, to co było odsuwane w najciemniejsze zakątki umysłu, że już od dawna jest daleko od ok., i trzeba zmienić, działać, ruszyć z miejsca. to oczywiście kosztuje - bo zaczynają się konfrontacje, negocjacje, trudne rozmowy z przedstawicielami nowych idei i jeszcze trudniejsze z obrońcami naszego trwania w starym porządku. Ale kiedy już się wystawi ten nos przed szereg, kiedy już wszyscy patrzą zdziwieni, że ktoś się wychylił, miał czelność zburzyć cyrkulację powietrza, którym wszyscy oddychają i ani myślą pobierać mniej tlenu, to warto nie rezygnować, tylko od razu zrobić pewny krok do przodu. Nawet jeśli miałoby to wywołać delikatny huragan.
Ryzyko oczywiście jest. Można trafić na koniec kolejki. Można pluć sobie w brodę, że nie tak miało być. Ale jestem pewna, że nigdy, przenigdy nie zakiełkuje myśl - mogłam się przecież nie ruszać. Nawet amatorski biegacz nie myśli o tych pięknych i piekielnych kilometrach, które właśnie przebiegł, ale szuka motywacji do pokonania tych, które przed nim.
Poza tym kto (zdroworozsądkowy) w momencie wyciągania ręki po laur zakłada od razu porażkę?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz