właściwie już po "w drodze". to była podróż pełna zaskoczeń, odbudowywania wiary w ludzi, w ich bezinteresowność. Był strach przed wypadkiem podczas jazdy po rumuńskich drogach z kierowcą szaleńcem, były uciekające spod stóp tory rumuńsko-węgierskie oglądane z pociągu do Budapesztu, był stary, rozgrzany passat przypadkowo poznanego Daniela, był kurz, piach w butach, odciski, popękany lakier na paznokciach. I uczucie wolności.
Rumunia ma twarz zieloną, pełną wzgórz, wysuszoną letnim słońcem, pachnącą już jesienią, dźwięczącą pojedynczymi suchymi liścmi kasztanowców. Jest soczysta jak arbuz, kwaskowa jak białe mołdawskie wino, intensywna niczym borowiki w sosie śmietanowo-cebulowym z polewą czosnkową.
Rumunia lubi rozmawiać, pytać, szukać kontaktu, lubi przyglądać się, ale nie wgapiać, nie jest natrętna jak mucha, jest ostrożna jak wróbel, który szuka okruchów chleba na werandzie restauracji. Nie chce przeszkadzać, jest trochę niesmiała, ale potrzebuje drugiego człowieka. Jest otwarta w postawie i w intencjach. To wystarczy, żeby nie pozwoliła o sobie zapomnieć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz