to zawsze tak jest - kiedy już decyzja zostaje podjęta, kierunek - południe (tym razem), i nadchodzi ten najważniejszy moment, czyli otworzenie mapy i wybieranie punktów, które trzeba odwiedzić, następuje przełom. to taka cezura. koniec czegoś i początek czegoś innego. zawsze to samo mrowienie w kręgosłupie. nie ma nic przyjemniejszego niż przygotowywanie nawet najprostszej wyprawy. kółka na mapie, znaki zapytania, skreślanie miejsc, których nie uda się odwiedzić. cóż za słodki smak rezygnowania z czegoś kosztem czegoś innego, a właściwie "w imię" lepszego. (??) innego, po prostu innego.
moment, kiedy mapa z obco brzmiącymi nazwami, początkowo nie do powtórzenia, zostaje wyryta w pamięci. równie podniecające jest już tylko zmienianie pociągów, autobusów i spotykanie ludzi. robienie zdjęć. te wszystkie odwiedzane obiekty, miasta, zamki schodzą na drugi plan...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz