Benh Zeitlin - 30-latek, Amerykanin, to jego pierwszy film. Tak zwane niezależne kino.
źródło zdjęcia: Gutekfilm
Film niemal idealny - realizm magiczny (bardzo ostatnio modny), akcja dzieje się gdzieś, bez określonego miejsca i czasu. Narrator - dziecko (też ostatnio często spotykane) - 6-letnia dziewczynka, w tej roli debiutantka Quevenzhane Wallis. Zdjęcia Bena Richardsona po prostu wbijają w fotel, piękny kontrast, gubienie ostrości, wydaje się, że nie może się zdecydować na którym elemencie twarzy czy otoczenia chce się skupić. Burza w dżungli - niesłychana, pożar i ucieczka pod karton dojmująca. Można się naprawdę poczuć jak w kartonie, osaczonym przez płomienie. W ten film się po prostu wsiąka, wchodzi w skórę postaci, oddycha razem z nimi, czuje smród padliny, smak kraba, czy wodę wdzierającą się przez nozdrza. Wzrusza.
Film niemal idealny - realizm magiczny (bardzo ostatnio modny), akcja dzieje się gdzieś, bez określonego miejsca i czasu. Narrator - dziecko (też ostatnio często spotykane) - 6-letnia dziewczynka, w tej roli debiutantka Quevenzhane Wallis. Zdjęcia Bena Richardsona po prostu wbijają w fotel, piękny kontrast, gubienie ostrości, wydaje się, że nie może się zdecydować na którym elemencie twarzy czy otoczenia chce się skupić. Burza w dżungli - niesłychana, pożar i ucieczka pod karton dojmująca. Można się naprawdę poczuć jak w kartonie, osaczonym przez płomienie. W ten film się po prostu wsiąka, wchodzi w skórę postaci, oddycha razem z nimi, czuje smród padliny, smak kraba, czy wodę wdzierającą się przez nozdrza. Wzrusza.
Dużo symboliki - mała Hushpuppy wychowuje się bez mamy, więc rysuje ją węglem na każdej możliwej powierzchni, rozmawia z nią, przywołuje, wiesza na krześle jej ubranie i udaje, że to ona. Jej bezpieczne otoczenie wyznaczają właśnie twarze mamy. A obrazki mają być jej znakiem istnienia, pozostawionym dla przyszłych potomnych, którzy "za tysiąc lat dzięki nim dowiedzą się, że istniała dziewczynka o imieniu Hushpuppy". Jeśli we wszechświecie jeden element źle funkcjonuje, cały świat się zawali - tak zaczyna 6-latka, i ta sama, ale już inna, 6-latka kończy - jestem częścią wszechświata, i mimo, że jestem małym elementem, coś dla niego znaczę, chociaż beze mnie się nie zawali.
Dobitnie pokazana scena pomocy z zewnątrz po powodzi, która zabrała wszystko - przede wszystkim szansę na jakiekolwiek egzystowanie w Bathtub. Mieszkańcy magicznej krainy chcą sobie radzić sami, ale ktoś na siłę chce im pomóc. Chcą się leczyć swoimi specyfikami, ale "biali" lekarze, choćby mieli przywiązać ich do łóżka będą leczyli "jedynymi słusznymi" metodami, "inaczej pan umrze". Bez zapytania "czy pan tego w ogóle chce?". No właśnie...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz