niedziela, 23 października 2011

dla kogo msza?

Katedra praska w Warszawie. Msza jak każda inna - niedziela, poludnie. Wchodze bocznymi drzwiami, w przedsionku dwoch bezdomnych - chroni sie przed chlodem? Drzwi do kosciola uchyla mi maly cyganski chlopiec. Kiedy jeden z ksiezy zaczyna zbierac "na tace", ten malec wbiega do kosciola, rozgladajac sie zawadiacko. Wyzywajace spojrzenie rzuca bezdomnemu, ktory zostal za przeszklonymi drzwiami. Podbiega do kogos - w pierwszej chwili mysle, ze on tez zaczyna zbierac "na tace"... Na szczescie sie myle - podbiega do swojej matki, o cos ja prosi, potem razem z mlodszym bratem zaczynaja ganiac sie po kosciele, co chwila rzucajac spojrzenie smutnemu bezdomnemu za przeszklonymi drzwiami. Po mszy razem z matka i mlodszym bratem rusza do pracy... do zebrania pod kosciolem. To musiala byc kiepska msza, bo ludzie nieskorzy do wrzucania danin. Cyganka blaga tonem ostatecznym tych, ktorzy maja odwage zatrzymac sie przy wejsciu, by na kogos poczekac, zalozyc czapke, rekawiczki...
Nikt z kosciola ich nie wyprosil, mimo, ze na mszy trudno bylo sie skupic. Ale to nie tylko oni... nagle zadzwonil komus telefon - wlasciciel odbierajac wyszedl, trzaskajac drzwiami. Komus zachcialo sie palic (msza wyjakowo dluga), wyszedl i wrocil. Trzasniecie drzwiami razy dwa. I tak w kolo Macieju... Po co sie teraz wlasciwie chodzi do kosciola?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Powered By Blogger