Kolumbia przezywa czas przemian. Droga spod granicy wenezuelskiej na wybrzeze do Santa Marty jakby dopiero co wybudowana. Jedzie sie niezle, niestety w Kolumbii sa juz ograniczenia predkosci, co po jezdzie szalonym autobusem w Wenezueli jest nudna niespodzianka.
Wenezuela ma tez charakterystyczne pobocza, oprocz tego ze w niektorych miejscach sie po prostu nagle urywaja i ich nie ma, potem znowu sie gdzies zaczynaja to jest wszedzie leza po prostu sterty smieci. Zrozumialam dopiero po jezdzie z Garbielem ' taxi driverem¨, ktory co mial w rece a bylo mu niepotrzebne - fru za okno. Kolumbia jest czysta. W miare, tez zdarzaja sie smieci na poboczach, ale im dalej od Wenezueli tym czysciej. Santa Marta - turystyczna miejscowosc na wybrzezu Morza Karaibskiego - budzi sie ze swego bieda snu. Otwiera na turystow. Sa pieniadze, buduja sie ulice, sa w miare czyste plaze. I tlumy ulicznych i plazowych handlarzy, po dziesiatej zaczepce ma sie ochote dac w zeby, po dwudziestej juz sie nic nie chce. Podatku chyba nikt tutaj nie placi, bo 80 procent biznesu kreci sie na chodnikach przed sklepami, o paragonie fiskalnym zapomnij. Soki, jedzenie, telefony komorkowe, budki telefoniczne ( czyli pani siedzi, przed soba na taborecie ma 4 komorki, z kazdej mozna zadzwonic do innego operatora, w Wenezueli panie mialy nawet telefon stacjonarny na ulicy. jak? nie wiem, kabla z domu nie ciagnely), klapki, paski, wszystko. Bez podatku. Jak juz jest sklep to nie dosc ze paragon jak kartka z zeszytu to jeszcze na najmniejsza pierdole reklamowka taka, ze sama bym sie do niej zmiescila. Ale buduje sie, odnawia, ulice nowe - Santa Marta sie zmienia. Jak z reszta Kolumbii?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz