wywiad z Benhem Zeitlinem w miesięczniku "Kino" 10/2012
fragment taki:
"Zwykle zaczynam od jakiejś luźnej koncepcji. W przypadku "Bestii..." była o myśl o tym, jaki emocjonalny związek z mamy z miejscem, w którym dorastaliśmy. Wiedziałem, że o tym chcę mówić, nie wiedziałem tylko jak. Wierzę, że trzeba być uważnym, rozglądać się dookoła, bo kiedy jesteśmy skupieni na świecie, on sam pokaże nam właściwą drogę. Trzeba dać się prowadzić cudownym przypadkom, ktorych pełne jest życie. Szukam rzeczy, które wprowadzają mnie w ten charakterystyczny stan euforii, wtedy wiem, że podejmuję odpowiednią decyzję. Kiedy to się dzieje, trochę się boję, ale poddaję się tej ekscytacji.
- To, co pan mówi, brzmi jakby pan opisywał proces zakochiwania się...
Jednym z moich ukochanych filmów wszechczasów są "Strumienie miłości" Johna Cassavetesa. Zarówno to dzieło jak i zwrotnik Koziorożca Henry'ego Millera opowiadają o miłości, która jest niepowstrzymanym, ciągle płynącym strumieniem. Kiedy pracuję, zawsze staram się pamiętać, że aby nie przestać kochać opowiadanej historii trzeba, żeby była ciągle w ruchu, że nie można się zatrzymać gdzieś utknąć. Dlatego właśnie nie chcę robić wysokobudżetowych filmów, w których najpierw wymyśla się plan, a później realizuje go krok po kroku. Chcę pisać, nasączać tekst przychodzącymi emocjami, patrzeć jak zmienia się pod wpływem czasu i wydarzeń. Miłość trwa tylko wtedy, gdy jest w ciągłym ruchu."

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz