czwartek, 19 stycznia 2012

"Musimy porozmawiać o Kevinie"

oglądając ten film można sobie zadawać mnóstwo pytań: dlaczego matka Kevina nie prosi nikogo o pomoc, dlaczego jej mąż jest nieludzko ślepy na jej spostrzeżenia i obawy, dlaczego któreś z nich nie wymierzy wreszcie rozkapryszonemu, nabzdyczonemu gówniarzowi solidnego klapsa? kiedy film się kończy po głowie kołacze się kolejne - jak do tego doszło? i nie ma odpowiedzi. Ten film nie daje ŻADNEJ odpowiedzi, mnoży tylko pytania. Zaglądając głęboko, pod kołdrę, do toalety, w zakamarki domu i duszy - matki i syna. A między nimi non stop iskry, napięcie, milcząca konfrontacja. Wulkan kipi i wreszcie eksploduje... i niszczy wszystko, co napotka na swojej drodze. Nie przypadkowo. Najbardziej matkę. Niszczy ją do doszczętnie. I mimo to, zakończenie z założenia powinno być inne.
Niesamowity film.
Czy psychopata rodzi się psychopatą, czy psychopatą się staje? Czy czyni go nim otoczenie, czy pozostaje bez wpływu na chorą osobowość?


Co ciekawe reżyserka filmu - Lynne Ramsey nie ma swoich dzieci, a film powstał w pewnym sensie właśnie z lęku przed macierzyństwem, przed spełnieniem najgorszego scenariusza na temat bycia matką i posiadania rodziny. Tak powiedziała Tilda Swinton w wywiadzie dla tygodnika "Polityka" (2/2012). Powiedziała też kilka słów o tym, co nie znalazło się w filmie, a co mogłoby dużo tłumaczyć: "W scenie, która chyba nie weszła do filmu, matka pyta, dlaczego jej nie zabił. Jeśli bierze się udział w przedstawieniu - odpowiada Kevin - to nie eliminuje się swojej publiczności. Nie pobrzmiewa to kompleks Edypa?".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Powered By Blogger