Z jednej strony można sobie pozwolić na marazm, nic-nie-robienie, niestaranie się, niewalczenie, na nijakość, na wypłowiałe kolory, na widzenie świata przez zakurzoną szybę bez wewnętrznego imperatywu, że trzeba zrobić wszystko, żeby odzyskać ostrość widzenia.
I trzeba pozwolić, żeby się samo odczepiło, poukładało, znudziło się.
Ale kiedy się czeka, a to nie mija, tylko jeszcze bardziej się nie chce szukać kolorytu świata, coraz mniej rzeczy przyprawia o przyspieszony rytm serca, czerwień zalewająca szyję pod wpływem emocji jest coraz mniej czerwona, a zieleń zafascynowanych oczu coraz mniej intensywna. Co wtedy?
Może czasem nie musi być przymusu, że trzeba iść do przodu, być dobrym, najlepszym, że czasem wystarczy być. Chłonąć muzykę bez żadnego innego celu niż cel sam w sobie. Odpuścić. Nie myśleć. Nie naciskać. Nie pospieszać. Świat wymusi pośpiech, działanie. Niech świat robi swoje, a ja swoje.
"Człowiek z Hawru"
"Almanya"
cos przespałam - szkoda gadać ("Sherlock Holmes - gra cieni")
"Popiół i diament"
"Fight club" jeszcze raz
"Sekret jej oczu"


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz