dwa miesiące intensywnych przygotowań, czytania książek, przekopywania internetu, kontaktów, nie-kontaktów, udanych, nie-zdobytych... to musi wystarczyć. ktos powiedzial na poczatku, ze jak sie jedzie do Konga, trzeba odrobic prace domowa. ale moze sie okazac tak jak na kazdej klasowce - ze nie trafilo sie w pytania, albo nauczyciel nieslusznie posadzil o sciaganie. w najgorszym wypadku wywali z klasy... no coz... zycie to nie klasowka, i tu nikt nikogo do domu nie odesle. ale bez tego ryzyka zycie mialoby zupelnie inny smak :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz