wtorek, 29 grudnia 2009

uporczywość pamięci

dostałam ostatnio jakąś składankę hitów kończącego się właśnie roku - nie przepadam, więc rzuciłam w kąt. odmieniło mi się nagle, odpaliłam, jedna, druga piosenka, wszystkie przewijaly sie przez poranne pasmo Trójki... Elektroniczny i delikatnie mówiąć sezonowy kawalek "We are the people" Empire of the sun też jest mi znany, ale może trafił wreszcie na swój dzień. Słucham go w kółko, bo w jakis magiczny sposób przywiódł wspomnnienia sprzed kilku lat. Mogłam niemal poczuć zapach tamtych dni. Wielomiesięczne czyszczenie pamięci nie przyniosło rezultatu. Wystarczył rytmiczny beat imperium słońca....


z tej okazji tegoroczne imperium wysokich temperatur - Wenezuela, plaża w Choroni, najcieplejsze miejce na ziemi, przyczyna wielu poparzeń, ale też niezapomnianych wspomnień, wartych pamiętania :)
*****
to samo morze - Karaibskie, ale w Kolumbii, park Tayrona w podróży między Santa Martą a Cartageną - napiękniejszym miastem na ziemi, poparzenia - i owszem. Ale wspomnienia zupełnie inne. Nie wiem, które lepsze...


zaraz potem w podrozy po Kolumbii przekonalam sie, że albo plotki o tym kraju są mocno przesaodzone, albo Alvaro Uribe - obecny prezydent zrobił tu porządek. Nikt nie podkładał kokainy do plecaka, a tym bardziej nie wyciągał ukradkiem portfela, nikt nie przystawiał lufy do skroni, nie krzyczał, nie porywał, nie wywoził do dżungli. Za znalezienie się w dżunglii, przynajmniej tej na Karaibach przy Kanale Panamskim trzeba było słono zapłacić - im bardziej się było obcokrajowcem, tym drożej to kosztowało. Ale nigdzie wcześniej, ani nigdzie potem tak dobrze nie targowało się cen jak w Kolumbii. Pertraktowanie ceny jest wpisane w obowiazki zawodowe. Dla białago to kawał dobrej szkoły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Powered By Blogger