oglądam cnn - z jednej strony wałkują wyciek na wikileaks, co chwila nowe dokumenty wypływają do Internetu... ale miedzy tymi tysiącami dokumentów maja czas na obszerne zrelacjonowanie wyborów na Haiti w cieniu grasującej cholery. wchodzę na polskie portale, ani słowa... za to świetnie sie sprzedaje news o tym, ze wpadł argentyński "Fritzl". Nakręcanie takich informacji kierowane jest przez proste myślenie (i logiczne) - odbiorca nie musi nic wiedzieć (nawet gdzie jest Argentyna, bo co to zmieni?), żeby zrozumieć takiego newsa, wiec nie będzie sie czul urażony, znudzony, za głupi. Nikt tak nie lubi sie czuć, prawda? Siedmiu marynarzy zaginęło na Morzu Czarnym - perspektywiczne, można tym grzać przez dobry tydzień, bo albo sie znajda martwi, to juz dramaturgia zbudowana i rozbudzona empatia, a jak sie znajda żywi, to poleją sie łzy wzruszenia, jak przy chilijskich górnikach... nie ważność informacji sprawia, ze jest ona wysoko postawiona w hierarchii informacji w programie czy gazecie czy innym portalu, ale szybki efekt. Albo efekt brazylijskiego serialu – obliczony na miesiące z mocnym punktem kulminacyjnym. Nie ma informacji, które wymagają od dziennikarza wiedzy, zrozumienia tematu, bo nie ma takich dziennikarzy... i właśnie dlatego ich nie ma, bo nikogo z managerów informacji nie interesują takie tematy. Węgierski kolega powiedział dziś, że Kapuściński miał szczęście, że żył w tak ciekawych czasach i że był wybrańcem, bo mógł podróżować po krajach, które były wtedy niedostępne dla większości. To prawda oczywiście, ale to co się dzieje dzisiaj też zmienia nasz świat. Co prawda - może nie rozpadnie się blok Sowiecki, ale na naszych oczach kończy się hegemonia Ameryki, czy ktoś w Polsce o tym mówi? Czy ktoś mówi o ludobójstwie w DR Kongo? Czy w Polsce mówi się w wojnach narkotykowych w Meksyku - czy ktoś rozumie o co tam chodzi? A wydawałoby się, że narkotyki i trupy będą się "sprzedawać"... Może gdyby Angelina pojechała i zaapelowała do gangów o pokój?....

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz