niedziela, 12 lipca 2009

kolo w ksztalcie wieloboku

wyladowalam w Caracas, nagle wszystko wydaje sie spokojne, nie slychac klaksonow, samochody jezdza spokojniej, ludzie sie przygladaja, ale juz to nie przeszkadza. nie peszy, nie drazni. inaczej. ten sam hostel. czuje jakbym wrocila do ukochanego, dlugo wyczekiwanego miejsca. te same dzwieki cykadopodobnych miejskich konikow polnych, szczekanie tych samych psow, warsztaty samochodowe tuz za rogiem i od czasu do czasu ryk reperowanego silnika. nie wiem czy to dlatego ze sobota i wszyscy wariaci gdzies powyjezdzali. czy to dlatego ze la paz bylo takie glosne, a w limie autobus ledwo dojechal do miejsca celu bo sie zepsul pare razy po drodze... nie wiem. ale czuje dziwny spokoj. przede mna milion rzeczy do opisania, czesc zapisana gdzies na przypadkowych kartkach w najbardziej przypadkowych miejscach, wiele historii do odtworzenia, wiele przemyslen do uporzadkowania. zdjec do pokazania. filmow do zmontowania... i jedno jedyne najwazniejsze - kolejna podroz do zaplanowania. w to jedyne najwazniejsze miejsce - do Ameryki Poludniowej :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Powered By Blogger