piątek, 18 listopada 2011
sobota, 12 listopada 2011
piątek, 4 listopada 2011
wiekowa pani z bukietem róż czerwonych
kiedy Wanda Błeńska - lekarka, która spędziła ponad 40 lat w Ugandzie opiekując się między innymi trędowatymi (dzięki temu zyskała przydomek "matka trędowatych), skończyła sto lat, pojawił się u niej prezydent z odznaczeniem i dziennikarze, dający się ponieść emocjom z okazji rozmowy z "wiekową" misjonarką. Zadawali trudne pytania o sens życia, o najtrudniejsze momenty i o marzenia. Stuletnia Wanda Błeńska onieśmielona kamerą, reporterem machającym jej nerwowo przed nosem mikrofonem, do bólu szczerze odpowiadała: "ja nie mam marzeń, no może żeby nikogo nie urazić, ale... to raczej nie jest marzenie. wszystko czego potrzebuję - mam".
Wcześniej powiedziała coś niezwykłego:
"Każdy ma swoją drogę życia. Ja myślę, że jeżeli chodzi o młodzież to pielegnować swoje dobre marzenia. Jeżeli człowiek myśli o przyszłości, żeby to było dobre i miłe, wzniosłe to pielęgnować to, to się spełni, a nie odrzucać, a nie odrzucać, że to niemożliwe..."
Wcześniej powiedziała coś niezwykłego:
"Każdy ma swoją drogę życia. Ja myślę, że jeżeli chodzi o młodzież to pielegnować swoje dobre marzenia. Jeżeli człowiek myśli o przyszłości, żeby to było dobre i miłe, wzniosłe to pielęgnować to, to się spełni, a nie odrzucać, a nie odrzucać, że to niemożliwe..."
Subskrybuj:
Posty (Atom)

