piątek, 18 marca 2011

DR Congo - never to forget

od czego zacząć? wrażeń, wspomnień jest tyle, że w głowie panuje chaos, rozbicie, gonitwa myśli, potrzeba wyłączenia się z normalnego biegu świata... jak? nie wiem. może powrót do normalnego rytmu będzie ratunkiem, ale na razie mi nie wychodzi. czytam newsy, przeglądam portale i wszystko mnie nudzi, o japońskim tsunami nie czytam, oglądam obrazy Jamesa Nachtwey'a stamtąd, nie kończę, nużą mnie.. chciałabym do domu, do spokoju, rodzącej się zieleni. ale wiem jak będzie - pytania, szukanie jak najlepszej odpowiedzi, przeżycia, zdjęcia, kto jest kim, a dlaczego tak, a dlaczego te dzieci takie wychudzone, a przecież wytarcie nosa nic nikogo nie kosztuje, a te ulice - nie szkoda im samochodów, a te ubranka - przecież upranie nie kosztuje dużo... tutaj wszystko wydaje się takie proste. wszystko jest na wyciągniecie ręki, jak nie jest - wystarczy pójść do sklepu za rogiem i kupić.




mimo braku dobrych butów, mimo braku boisk, mimo braku piłki są jednymi z najlepszych młodych graczy jakich widziałam. To Goma, chłopcy grają na podłodze domu, który został zmieciony przez wulkaniczną lawę kilka lat temu, wulkaniczny żwir rani ich stopy - zdają się  nie czuć bólu. 



Goma to kurz, to ulice z lawy wulkanicznej, rowero-hulajnogi, to drogi tonące w śmieciach, to magiczne jezioro Kivu, to dymiacy wulkan Nyiragongo, z którego krateru w ciągu dnia ulatnia się dym, a w nocy świeci różową ognistą poświatą. Wysokość 3500 metrów. Można wejść na szczyt, można zobaczyć bulgoczący ogień we wnętrzu, wulkanu, we wnętrzu ziemi. Wrócę, żeby to zobaczyć.
Powered By Blogger