sobota, 23 stycznia 2010

poniedziałek, 4 stycznia 2010

droga do nieba?




Bogota - miasto zatracenia.
Trudno było z niego wyjezdzać. Przyjechalismy w mglisty deszczowy poranek. Od szostej czatowalismy na autobus z czarna tabliczka ktory zawiozłby nas do La Candelarii, w której upatrzylismy sobie hostel o dumnie brzmiacej nazwie Musicology. Okazal się tak jak cala muzyka Prince - iście ksiązęcy! Spedzilismy chyba 5 dni w Bogocie, akurat byly wybory w Unii Europejskiej, ambasada nasza usmiechnięta i zaskoczona, ze turysci z Polski wybierają właśnie Kolumbię na kraj podrózy. mnostwo sklepow, dzikich antykwariatow z ksiazkami za grosze, niedzielnych pchlich targow, pirackich plyt porozkladanych na chodnikach tak jak w Warszawie. Ha! I Kieslowski wsrod nich. najlepsze imprezy, calkiem  niezle piwo, najbardziej zwariowani ludzi, i niekonczące się mury wymalowane graffiti - chyba nigdy w zyciu wiecej na oczy nie widzialam....(no, zaraz po CCS). To taki Berlin Ameryki Poludniowej. Tak, tak to widze... :)



Powered By Blogger